BHP_uslugi_BHP

W mojej pracy rzadko patrzę na BHP jak na osobny obszar wsparcia. Dużo częściej widzę je jako jeden z elementów normalnego, codziennego zarządzania organizacją.

Z doświadczenia wiem jedno: bezpieczeństwo i ochrona zdrowia zaczynają realnie działać dopiero wtedy, gdy przestajemy traktować je jak osobny silos.

W organizacjach, które wspierałem w kryzysach – po zdarzeniach, po kontrolach, w momentach dużej presji – problem rzadko polegał na tym, że „nie było procedur”. Znacznie częściej bezpieczeństwo było przypisane do kogoś. Do działu. Do funkcji. Do konkretnej roli.

I to właśnie wtedy zaczynają się schody.

Jeśli bezpieczeństwo jest „czyjeś”, bardzo szybko w praktyce staje się „to nie moje”. Decyzje są odkładane, odpowiedzialność się rozmywa, a reakcje pojawiają się dopiero wtedy, gdy sytuacja już eskaluje.

Efekt? Każdy zakłada, że to nie jego temat. A potem temat wraca. Zwykle w najgorszym możliwym momencie.

Tam, gdzie bezpieczeństwo jest realnie osadzone w zarządzaniu, dzieje się coś innego. Ryzyka są nazywane wcześniej. Odpowiedzialność jest jasna. Decyzje zapadają bliżej miejsca, w którym faktycznie coś się dzieje.

I nie trzeba wtedy uruchamiać trybu gaszenia pożarów.

To nie jest kwestia kultury „BHP-owej”. To jest kwestia dojrzałości zarządczej.